godz: 19:38 data: 2009.12.18
Rozdział IV

Możliwość omówienia niezwykłych wydażeń nadażyła się dopiero wieczorem, wcześniej bowiem Claw został "zaprzęgnięty" do koszenia trawy, kiedy zaś skończył, jego siostra właśnie została wraz z Lilą oddelegowana do gotowania zupy na dzień następny, później natomiastbyła masa innych rzeczy do zrobienia. W rezultacie mogli porozmawiać dopiero wieczorem, pakując wszystkie przedmioty zagracające niemożliwie ich biurka, a które chcieli zawieźć do zamku.
- Czy nie uweżasz, ze ten pokój obok naszego powinien zajmować Janek i, ewentualnie, Bartuś? - zapytał Claw, szalenie zajęty pakowaniem do pudełka starannie owiniętych w małe, kuchenne ręczniki noży. - Och! - krzyknął nagle, przyglądając się uważnie ostrzu długiego, stylizowanego na elficki, noża. - Zobacz tylko! Szczerba! Na moim ukochanym Salvinusie!
- No co ty nie powiesz? - mruknęła jego siostra, troskliwie owijajac bliżej nie zidentyfikowanym kawałkiem materiału (kiedy Ju pytała ją później, czy nie widziała gdzieś jej szalu, miała niejasne wrażenie, że to mógłbyć być właśnie on...) glinianego anioła z laptopem, którego dostała od cioci z Niemiec. - A mówiłam, żebyś nim nie ciął tego stalowego prętu. A co do Janka to masz rację.
- Wiem o tym. Poza tym to nie moja wina, że oni tam dodali jakiegos świństwa. To nie była zwykła stal. A mój Salvinus i tak jest lepszy. Nie moja wina, że był za mało zaostrzony.
- Acha... Jasne... - Clawi wciąż doskonale pamiętała pojedynek Salvinusa i długiego, mocnego, stalowego prętu. Claw chciał sprawdzić, co jest twardsze, jego nóż, czy pręt. Okazało się, że jednak pręt. Jakkolwiek była przekonana, że jej wspaniały Magnelitius, czy chodźby Elfind poradziłyby sobie lepiej. Ale nie była na tyle głupia, żeby to sprawdzać. Pozwoliła sobie wyrzucić z pamięci fakt, że bynajmniej nie protestowała, kiedy Claw zdecydował cię na pojedynek nóż contra pręt, jak również, że gorąco kibicowała Salvinusowi i była pewna jego zwycięstwa. Oboje błyskawicznie uosabiali wszystko, co ich otaczało, zwłaszcza broń, dlatego też nie wiele brakowało, aby Claw włożył nóż do łóżka, zrobił mu kompres, przykrył kocykiem i siadł nad zapomnianym dotąd ostrzem, ściskając go czule za rękojeść i wylewając próżne łzy. Naszczęście nie miał na to czasu, bo przypomniało mu się, że gdzieś pod łóżkiem pęta się Glaciel, również potrzebujący pilnego pobytu w dobrym szpitalu, względnie u dobrego kowala, z powodu nie tak znowu dawnego starcia z Khanshirem, ulubionym mieczem Artura.
- No dobra, wróćmy może do tematu. - zaproponowała Clawi. - Co sądzisz o tamtym piesku? Bo moim zdaniem to jest jakiś mocny szwindel.
- Pewnie. Żaden normalny pies nie pojawia się z nikąd. Poza tym to było jakieś takie... nietypowe. Nie widziałem jeszcze nigdy takiego wielkiego psa.
- Ja też nie. Pamiętasz tego wilka w Zoo? To było przecież strasznie wielkie bydlę! A ten był jeszcze większy!
- Tej wielkości to są młode niedżwiedzie. W dodatku miał potwornie dziwne oczy, zauważyłaś? Takie... no... srebrne jakby.
- Właśnie. Srebrne. Psy nie mają srebrnych oczu. Błękitne, to jeszcze owszem, czasem nawet lekko szarawe, ale nie srebrne!
- Wogóle, gdyby nie te włosy, to bym uważał, że nam się to przyśniło, albo że to, jak twierdziłaś na początku, fatamorgana.
- Ale jak już wiemy, to, przynajmniej teoretycznie, prawda.
- Tylko że to nam kompletnie nic nie daje. Jeżeli istotnie to prawda, to co? Możemy z tym coś zrobić na chwilę obecną?
- Myślę, że tak. Coś można zrobić zawsze.
- "Coś"? - powtórzył Claw ironicznie. - Punkt drugi. Skoro wiemy już, że możemy coś zrobić, to teraz pytanie kolejne: CO możemy zrobić? Bo sam fakt, ze możemy "coś" zrobić, absolutnie nic nam jeszcze nie daje. Bo co zrobimy? Złapiemy go? A może schowamy się w łazience, łudząc się, że tam nas nie dorwie?
- Co oczywiście nic nam nie da - wtrąciła się Clawi. - Bo, jak wszyscy wiemy, on nie zwykł używać takich prozaicznych rzeczy, jak drzwi.
- No to co zrobimy?
- Nie wiem. Możemy wyjść niebezpieczeństwu na przeciw i go poszukać, albo spróbować przejść do codzienności. Ani jedno, ani drugie mi się zresztą nie podoba.
- Motywy proszę. - oznajmił Piekielny, pakując troskliwie stosik płyt. - Trudno mi stwierdzić, czy pomysł jest dobry, czy nie, jeżeli nie mam twojej opinii i motywów, dla których tak,a nie inaczej uważasz.
- Skoro mój drogi brat sobie tego właśnie życzy... Poszukanie go wydaje mi się nie mądre, bo może nam coś zrobić, rozszarpać na przykład. Nie sprawia wrażenia łagodnej owieczki, jest dużo silniejszy od nas i w razie czego nie obronimy się przed nim. A drugi pomysł to już zupełny idiotyzm pomieszany z kretynizmem, bo jakby nie patrzyć, zawsze marzyliśmy o magii i niesamowitych przygodach, a teraz nasza prośba została wysłuchana. Ale mamy dwie możliwości. Możemy ją głupio zignorować i cieszyć się życiem codziennym, z czego nic oczywiście nie będzie, lub też zaryzykować i spróbować to wykorzystać do urozmaicenia monotonii dnia codziennego. Zresztą... Nie wiem, czy ty też to wyczułeś, ale... on właściwie nie sprawiał wrażenia, jakby chciał nam coś zrobić. Bałeś się go?
- Właściwie... to nie. Przerażał mnie sposób, w jaki się pojawił, jego wygląd i te jego oczy, ale.. Masz rację. Nie czułem strachu przed NIM, tylko jakoś... Nie wiem jak to nazwać.Jakbym go znał i wiedział, że mi nic nie zrobi, ale równocześnie bał się tego, co się z nim wiąże, tych okoliczności, tej mocy która sprawiła, że się tam pojawił, a nie jego.
- No właśnie. Dlatego przejście do codzienności odrzucamy kategorycznie.
- To co zrobimy w takim razie? - spytał chłopiec odrywając się od zardzewiałej, końskiej podkowy, pamiętajacej jeszcze zapewne czasy młodości pradziadka Piekielnych, należącej rzekomo do jego bojowego rumaka o wdzięcznym imieniu Lussifear.
- Nie wiem. Chyba najlepiej będzie, jeżeli spróbujemy tę sprawę drążyć, ale nie na ha i hurra, tylko jakoś rozsądnie i ostrożnie. Wiesz - żeby nie szukać go zbyt nachalnie i się głupio narażać, tylko właśnie trzymać rękę na pulsie i pilnować, co się dzieje, a w razie czego, jakby się nadarzyła sposobna okazja, interweniować. Co ty na to?
- Chyba tak będzie najlepiej - mruknął Piekielny, utraciwszy nagle radość z życia. - Tylko pytanie, czy nam z tego cokolwiek wyjdzie. Pamiętasz chyba, jak to było z poszukiwaniami Pompka? A przecież upieraliśmy się, że będziemy działać rozsądnie.
- To nam nie wyszło najlepiej - uśmiechnęła się dziewczyna, zobaczywszy oczyma duszy siebie i brata skulonych na ziemi i bardzo przerażonych, zaraz po tym, jak w poszukiwaniu zaginionego wieprza wpadli na czyjeś pastwisko, na którym pasły się białe byki - reproduktory. Zwierzęta były akurat nie w chumorze i ich zaatakowały. Piekielni uciekli przez płot a rozwścieczony buchaj rozwalił go bez problemu i pognał za nimi dalej. Trzy pozostałe byczki niestety również nabrały ochoty na biegi przełajowe i zamiast szukać tylko jednego Pompka, trzeba było szkać jeszcze czeterech buchaji, raczej niezbyt mile usposobionch. - Co jest? - spytała naraz zdziwiona, dostrzegłwszy wreszcie nagły smutek, który opanował jej brata.
- Ach nic... - odparł, nie patrząc na nią - Tylko że przypomniało mi się coś.
- CO ci się przypomniało? - spytała z niepokojem.
- Muszę jeszcze pozmywać. Nadal jest mój tydzień, a przez przeprowadzkę nastroje panują średnie.
- Ty głupi!!! - wrzasnęła siostra pocieszająco - Jeszcze nie pozmywałeś?! Szoruj do kuchni, bo nam zrobią niezłą awanturę!
- Idż potworo... - wymamrotał niewyraźnie i powlókł się do kuchni. Clawi siedziała w pokoju pakując do tegturowego pudła, napełnionego uprzednio watą wycyganioną uprzednio od babci, ludziki i konie z kasztanów i żołędzi i rozmyślała nad tym, jakie to piękne, że jej tydzień zmywania skończył się trzy dni temu. Chwilę później do drzwi jej umysłu zaczęło walić młotem pnęłmatycznym stworzonko zwane przez pospolitych ludzi sumieniem. Ona i Claw nazywali je "Oczkami", ponieważ miały one przeważnie (przynajmniej w ich wyobraźni) formę niebieskich oczek w mroku. Teraz właśnie oczka weszły na scenę.
"Czy nie uważasz, że to trochę nie w pożątku względem twego brata?", pisnęły.
"Niby czemu? Jest jego tydzień, niech się wywiązuje z obowiazków. Dlaczego niby ma mieć łatwiej niż ja?"
"Przecież to twój brat, przecież go kochasz! Poza tym on ci zawsze pomagał, kiedy zmywałaś."
"Nie kazałam mu.
"Pewna jesteś? Ale tak czy inaczej on to dla ciebie zrobił, chociaż też miał ciekawsze rzeczy do roboty. Ty też byś sie mogła wysilić"
"Spadaj!"
"Nie ma mowy. A zresztą... co ci to da? Jak mu nie pomożesz, Claw będzie smutny. Przecież tego nie chcesz?"
"No dobrze, niech ci będzie" - poddała się Piekielna i udała się do kuchni, ażeby wspomuc swego brata w walce z tyrania garów.

* * *

Komentuj(5)


godz: 13:25 data: 2009.05.15
Rozdział III

No dobrze, tym razem będzie trochę krócej, nic na to nie poradzę.

Szczęśliwie wszyscy byli przyzwyczajeni do "małych dziwacstw" Piekielnych i czyn szybko puszczono w niepamięć. Zwłaszcza że wszyscy byli niezwykle przejęci i Lilce nie chciało się toczyć nierównej bitwy. Wkrótce załadowali się do samochodu i ruszyli. Po około trzydziestu minutach jazdy na horyzoncie ukazała się spora góra, a na górze, jak przyczajony smok, owijały się mury zamku o dość pokaźnych rozmiarach. Kiedy wjerzdżali podjazdem na wzgórze minęli jeden krąg dwumetrowych murów i potęrzną bramę. Wkrótce pokonali trzy nastepne i samochód musiał się zatrzymać. Ostatnia brama była zamknięta. Pan Jarosław wysiadł z samochodu i otworzył bramę ciężkim, żelaznym kluczem. Następnie wsiadł z powrotem i wjechał na placyk przed zamkiem. Piekielni wysiedli jako pierwsi i popędzili do drzwi.
- Tatusiu, mogę ja otworzyć? - zapytała wielce podekscytowana Clawi.
- Albo ja! - zaproponował Claw. Na szczęścia ojciec domyślił się, co się stanie, kiedy da klucz jednemu z nich i sam otworzył drzwi. Gdyby nie to, napewno by się o ten klucz pobili. Gorzej, pogryźliby się, ponieważ mieli coś w rodzaju wilczych kiełków, po dwa na górze i po dwa na dole. Plus paznokcie obcinane na szpic. W walce zaś używali wszystkich swoich atutów. Na dźwięk przekręcanego klucza natychmiast sie uspokoili, zagłuszając w sobie chęć do kolejnej bójki. Po chwili ciężkie, dębowe drzwi ze srebrzonymi okuciami stanęły otworem. Bliźnięta wpadły natychmiast do środka, przepychając się miedzy sobą, żeby chodź trochę zaspokoić szalejącą w nich chęć destrukcji, która ogarniała ich zawsze i wszędzie. Sekundę później wszelkie bójki wyleciały im z głowy. Hall był ogromny. Takiego nie widzieli jeszcze w żadnym zamku, a dzięki babcinym zamiłowaniu do podróży, widzieli ich już sporo. Wpadajace przez drzwi światło spoczęło na potężnym, kryształowym kandelabrze zwisającym z sufitu na gustownym, srebrnym łańcuchu. Piekielni z najwyższym trudem zauważyli wpleciony w niego kabel w tym samym kolorze. W samym środku hallu znajdował się posąg przedstawiający smoka o szafirowych łuskach, który wyglądał, jakby był prawdziwy. Najbardziej bliźnięta zaciekawiło to, że jego lazurowe oczy wydawały się im przyglądać, sprawiały wrażenie żywych, co było dość niezwykłe, biorąc pod uwagę fakt, że były jednak tylko dwoma szlachetnymi kamieniami osadzonymi w rzeźbie. Jednakże Piekielni, istoty dość ruchliwe przecież, nie mogli się powstrzymać od dalszego zwiedzania. Po chwili zawędrowali do kuchni, gdzie natrafili na wielki piec kaflowy, który można by oglądać całymi godzinami ze względu na pokrywające go kafelki. Każda niebiesko-błękitno-biała płytka była istnym dziełem sztuki. Najczęściej przedstawiały one morze, często z okrętem. Clawowi przyszło nz myśl, żeby otworzyć dużą szafę w rogu, aby zobaczyć, czy coś jest w środku. I trochę go zmroziło, gdy po otworzeniu drzwi szafa ukazała swoje nowoczesne wnętrze lodówki. Tymczasem Clawi zajmowała się szczegółowym studiowaniem srebrnego elektrycznego czjnika na "grzałkowej" podstawce z tegorz semego materiału. Jednak nawet kuchnia nie mogła ich zatrzymać na dłużej i po chwili ruszyli na dalszy obchód. Nagle rodzeństwo stanęło jak wryte. Dotarli do BIBLIOTEKI.
- Żyć, nie umierać - jęknęła tylko Clawi. Tak wielkiej i dobrze wyposażonej biblioteki nie widzieli jeszcze nigdzie. Tak brat, jak i siostra ubóstwiali książki. Teraz porozumieli się wzrokiem i wpadli do środka. Z krańcowym zachwytem i wypiekami na twarzy oglądali tysiące książek na półkach. Książki były stare i nowe, oprawne w skórę, w jedwab i papier, małe i duże, po polsku i w innych językach, z obrazkami i bez, chyba około milion, nie licząc papirusów i tabliczek... Po ponad półgodzinie oglądania książek Piekielni uświadomili sobie upływ czasu i ruszyli dalej. Trafili do jakiejś komnaty sypialnej, z początku jednak niewiele mogli zobaczyć, bo okiennice okazały się nad wyraz szczelne. Dzięki kocim oczom zaraz świat dookoła zrobił się wyraźniejszy, Claw podbiegł jednak do okna i je otworzył. Strumień złotego, słonecznego swiatła wpłynął do pokoju i osiadł wprost na stojącym na stoliku posągu smoka, niemal identycznego, jak w hallu, lecz znacznie mniejszego.
- Ty, zobacz! Tu jest wszystko podwójne! - zawołała Clawi nie tracąc czasu na szczegułowe oglądanie pojedynczych żeczy. - To musi być NASZ pokój!
- I będzie. - oświadczył chłopiec siadając razem z siostrą na jednym z łóżek. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążył, bo zaczęło się coś dziać. W środku pokoju pojawiło się nagle oko o srebrzystej tęczówce przypominającej księżyc, po czym zaczęło się obracać w różne strony, sprawiając wrażenie, jakby się rozglądało. Nagle pojawiło się drugie, po prawej stronie tego pierwszego, z nikąd wyrosło wielkie, czarne ciało wilka, nie całkiem jednak materialne, lekko przezroczyste. A potem przezroczystość znikła, stało przed nimi zwierzę z krwi i kości, przyglądając im się uważnie. Piekielnych nagłe pojawienie się z nikąd wilka zaskoczyło i zdumiało niebotycznie. Nie, żeby nigdy nie czytali o przypadkach nagłego pojawiania się gdzieś za pomocą magii, widzieli taż setki różnych portali w filmach, ale nigdy nie słyszeli, aby ktoś pojawiał się tak całkiem z nikąd w taki sposób. Poza tym teraz to nie była kolejna książka czy odcinek Kronik Tsubasy, to się działo naprawdę! To było tak niesamowite, że byli nie zdolni do jakiegokolwiek ruchu czy myśli twórczej. Wilk patrzył na nich oczyma lśniącymi jak dwa blade lampiony. Negle zawrócił, wspiął się na niski, ale za to szeroki parapet i wyskoczył. Rodzeństwo nadal tkwiło bez ruchu na łóżku z kłębowiskiem myśli, z którymi nie mogło sobie poradzić.
- Ale... - wyszeptała bezradnie Clawi.
- Co to było?... - zapytał w tej samej chwili jej brat.
- Claw! Clawi! Gdzie wy się podziewacie?! - przerwała ciszę pani Marzena wchodząc do pokoju. - Chodźcie! Idziemy już!
- Jak to? - zaprotestowała Piekielna. - Nie obejrzeliśmy jeszcze nawet połowy!
- No właśnie! Czemu wracamy tak szybko?
- Tatuś musi jeszcze coś załatwić. Nie martwcie się, przecież będziecie tu mieszkać już za tydzień! Wszystko sobie wtedy obejrzycie.
- No dobrze mamo... - ulegli Piekielni.
- To ty już idź, a my jeszcze tylko coś sprawdzimy i też idziemy, dobrze?... - zaproponowała Clawi uśmiechając się słodko i mrużąc szafirowe oczy. Kiedy tylko pani Marzena wyszła, rodzenstwo jednocześnie podbiegło do okna, omal przez nie nie wypadając.
- Nie ma go! - krzyknął zaskoczony Claw.
- Pewnie, że nie ma, a coś ty myślał, że on to nie ma nic innego do roboty, tylko będzie czekał tu w nieskończoność, aż wyjrzysz?! - wrzasnęła dziewczyna zirytowana. - Musiałby być głupi albo naiwny!
- Ale powinien się chyba połamać z takiej wysokości!
- A to niby czemu? Przecież tu jest parter! Tu jest nisko! Pozatym nie wiem nawet, czy on był wogóle prawdziwy!
- Głupia jesteś jak but! Pewnie, że był prawdziwy! Przecież sztuczny by tu nie latał!
- Ale mogło nam się tylko wydawać, że go widzimy! To się zdaża i nosi nazwę złudzenia optycznego!
- A z bani chcesz? Mówię ci że był, to był!
- Masz rację. - skapitulowała dziewczyna przyglądając się czemuś z najwyższą uwagą. - Zobacz! - W ręku trzymała kilka pięciocentymetrowych, czarnych włosów.
- Szkoda, że rozwaliłeś nasz mikroskop, moglibyśmy sprawdzić.
- E tam, marudzisz. I tak był już zepsuty. Tandeta taka.
- Ale weźmiemy te włosy. Tak, dla zasady. - stwierdziła Clawi, przyjmując od brata foliową torebkę. - Idźmy już lepiej, bo tato tam jajo zniesie.

Komentuj(1)


godz: 00:35 data: 2009.01.1
Nowy Rok!!!

Wszystkiego najlepszego z okazji Nowego Roku wszystkim blogowiczom życzą
Piekielni

Komentuj(4)


godz: 20:05 data: 2008.12.28
Rozdział II

Rozdział II Wbrew oczekiwaniom następnego dnia rodzeństwo zerwało się jako pierwsze, w dodatku o nieludzkiej godzinie -piątej trzydzieści. Czasem im sie ta sztuczka udawała. Niestety nie w roku szkolnym. Wszystko z powodu wycieczki do nowego domu. Byli tym tak podekscytowani, że nie mogli zbyt długo spać. Oczywiście postanowili jakoś "zużytkowac" cztery godziny czasu wolnego. Zaczęli od prysznicu, z doświadczenia więdząc, że kiedy reszta rodzinki się obudzi, będzie to nie uniemożliwione. Następnie zjedli śniadanie i posłali łóżka ( co świadczyło o tym, że musiało im się potwornie nudzić, bo na ogół pogardzali czynnościami tak prozaicznymi ).
- I co teraz?- zapytał Claw spoglądając na zegarek. Zostało im ieszcze dwie i pół godziny wolnego czasu, pomimo, że wszystkie czynności wykonywali wyjątkowo ślamazarnie..
- Nie wiem. Do Lilki mang się nie dorwiemy, Julka się obudzi i zrobi awanturę.
- A może by tak mała zemsta? W tym nam Julka nie przeszkodzi.
- No nie wiem... A mamy coś do czytania w łazience? - zainteresowała się Clawi. Często się o to pytała, kiedy planowali takie akcje. Zapewne dlatego, że w razie bezpośredniego zagrożenia ze strony osobnika na którym się mszczono, najlepszym ratunkiem była zamykana na baaardzo pożądny zamek łazienka.
- Ostatnio wszystko zabraliśmy. To znaczy ty zabrałaś, bo ja musiałem demontować to świństwo u Artura.
- Takie życie. - odparła rumieniąc się lekko. - Na co masz ochotę? Bo ja chyba na Chmielewską. Albo Tolkiena.
- Chmielewską weź. Też sobie poczytam. Tylko ja chcę "Lądowanie w Garwolinie".
- Dobra. To ja biorę "Studnie przodków". Co jej zrobimy?
- Powiem ci zaraz...

* * *
Lilianna Levitou poczuła na twarzy coś mokrego. Po chwili uzyskała niejesne wrażenie, że tonie. Pośpiesznie i raczej niechętnie otworzyła oczy. Po czym natychmiast je zamknęła, porażona ostrym, jadowitym różem. Nie mogła jednak dłużej leżeć, ponieważ kołdra i poduszka były całkiem mokre! Zerwała się z cichym krzykiem w momencie, kiedy coś ciężkiego z impetem spadło jej na żołądek. Zaskoczona zrobiła krok do przodu, co okazało się wielkim błędem, bo potknęła się o sznurek i wywróciła się na leżący pod spodem materac. Wówczas spadł na nią jakiś niezidentyfikowany kawał materiału, w który się zaplątała.

* * *
Piekielnej Dwójce Upiorów przedstawienie się podobało. Czuli się zupelnie usatysfakcjionowani. Bardzo ciekawe było przenoszenie na sopółkę z Julką śpiącej siostry do innego łóżka. Bliźnięta ostrożnie rozesłały pod prześcieradłem folię. Wtedy, zabezpieczywszy się od najgorszych szkód, przeciągnęły kolo łóżka sznurek, położyły dziewczynę na miejscu i przyniosły wielkie wiadro z wodą. Następnie rodzeństwo uwiesiło dookoła jej głowy wściekle różowy szal i pofatygowalo się na strych po długie, lecz dość lekkie zasłony do okien. Wówczas przystąpiono do systematycznego polewania spiącej i jej kołdry wodą. Zdecydowanie najbardziej efektownya była chwila, w której do akcji przyłączył się Borys i wszystkimi czterema łapami skoczył jej na brzuch akurat w momencie, kiedy ta się zerwała.Wówczas pierworodna potknęła się o sznurek, co prowadziło do ostatniego punktu programu. Trzeba przyznać, że zarzucone na "Wampirzycę" zasłony okienne opadały bardzo ładnie. W porównaniu do tego, co nastąpiło potem, słowa: szał smoka, armagedon i koniec świata były zdecydowanie za łagodne. Lila, wyplątawszy się zasłony i ujżawszy swoją bliźniaczą duszę zwijającą się w paroksyzmach śmiechu na podłodze, oraz sprawców z najbardziej niewinnymi minami, na jakie ich było stać wpatrujących się gdzieś w sufit, poczuła ogarniającą ją chęć mordu. Niestety Piekielni odrazu się zorientowali w jej stanie uczuć. Natychmiast pochowali pod jedną płytą dumę, honor i odwagę, po czym, nie zapalając nawet jednego znicza na "kurchanie wartości", najszybszym sprintem pokonali odległość dzielącą ich od zbawiennych drzwi łazienki. Prędko zasunęli zasuwkę. Gdyby mogli, to by się nawet zamurowali, w obawie, że szturmowana "brama" zostanie wysadzona w powietrze lub wyleci z zawiasów. Przeszkodził jedynie brak cementu, czy innego budulca. Jedzenia na to marnować nie zamierzali w przewidywaniu długotrwałego oblężenia.

* * *

- No, niezłe piekło rozpętaliśmy, trzeba przyznać. Jak myślisz, kiedy jej przejdzie?
- Nie wiem. Pewnie jak dojedziemy do nowego domu. Ma jeszcze półtora godziny.
- Chciałaś chyba powiedzieć: MY mamy półtora godziny. Musimy się z tąd jakoś ewakuować.
- Dobra, mam plan. Więc najpierw ja się wykradnę i sprubóję się przebić do Artura. jeżeli mi się uda, to Adrian tu przyjdzie i cię podprowadzi. Ale otwórz dopiero na chasło. - szepneła dziewczyna gorączkowo.
- A jeżeli ci się nie uda? - zapytał chłopak z niepokojem. - I jakie to będzie chasło?
- Chasło to... Czekaj, niech pomyślę...
- Może "Władca Szturmów"? To fajnie brzmi.
- Ty to masz głowę! - szepnęła z uznaniem siostra. - Dobra "Władca Szturmów" może być. Idę już.
- Trzymaj się, siostro. - oznajmił chłopiec śmiertelnie poważnym tonem.
- Ty też, bracie. Ty też. - Odrzekła Piekielna w tej samej tonacji, po czym uchyliła drzwi i wyśliznęła się przez nie iście wężowym ruchem. Niestety trafiła na moment, w którym Lila właśnie wychodziła z sąsiadującej z łaźenką kuchni. Nadal była bardzo zła, chodź najgorszy szał już jej minął. Ujżawszy jedną z winnych, żuciła się na nią.
- Ratunku!!! Mordują! - wrzasnęła w odpowiedzi na atak Clawi i prędko wycofała się z powrotem.
- I co? - zapytał chciwie Claw. - Stoi tam z nożem i czeka, aż wyjdziemy?
- Nie, ale... - zaczeła dziewczyna, ale umilkła, slysząc cichy syk brata, który pokazywał jej na migi, żeby razem z nim posłuchała, co przeciwnik mówi. Zza ściany dobiegało wyraźnie: "Mogłabyś chwilkę popilnować drzwi? Nie, żeby ten... Tylko chcę z nimi po prostu POROZMAWIAĆ." Piekielni przestraszyli się nie na żarty. Jeżeli Julka będzie pilnować drzwi, w życiu nie wyjdą! Rodzeństwo odczekało chwilkę, aż pierworodna się oddaliła, po czym podbiegło do drzwi.
- Ju! - zawołali siostrę przez feralne drzwi.
- No co?
- Ju, wypusć nas!
- Nie ma mowy.
- Dlaczego? - dobiegł dziewczynę zza drzwi płaczliwy głosik Clawa. Czy może Clawi, obojętne.
- Ponieważ Li kazała mi was pilnować.
- Okrutniku! Nie będź taka! Ona nas pomorduje, wykłóje oczy, poodcina po kawałku ręce i nogi, a potem... - ciągnęła w nagłym natchnieniu Clawi.
- Przestań! - krzyknąła Julka w odpowiedzi. Piekielni dobrze wiedzieli, że obie siostry nienawidzą tego tematu. - No już niech wam będzie, idźcie sobie tylko cicho! - skapitulowała. - Pod warunkiem oczywiście, że za mnie dzisiaj pozmywacie! - dodała jeszcze, aby mieć z tego jakąś korzyść.
- Co tylko chcesz, Ju, tylko nas wypuść! - odparł Claw. Julka odsunęła się od drzwi.
- Dzięki! - Zawołali Piekielni wyskakując na wolność i pędząc do pokoju braci.
- Ocaleni... - westchnęły bliźnięta siadając na rogu łóżka Adriana i wdychając słodką, upojną woń wolności... Czy może raczej mało przyjemny zapach starych ubrań magazynowanych z jakiegoś nie wiadomego powodu przez Artura, z czym jego bliźniacza dusza usilnie próbowała walczyć.

Komentuj(1)


godz: 21:22 data: 2008.10.30
Rozdział I


- Dzieci, kolacja na stole! - Zawołała pani Marzena, szczęśliwa rodzicielka piekielnej szóstki. Za pięć sekund do kuchni wpadli kolejno: Claw, Clawi, Julka, Adrian, Artur i Lila. Cała ta gromada była dosyć energiczna, w związku z czym miała nawyk wpadania wszędzie dość gwałtownie, co kończyło się stłuczeniami, paroma chwytami Aikido, zadrapaniami i śladami kłów najmłodszej dwójki.
- Mam dla was niespodziankę! Jutro jedziemy obejżeć nowy dom! - Zawiadomił ich ojciec. Właśnie wrócił z pracy i szybko pochwalił się wesołą nowiną. Był bardzo zadowolony, ponieważ udało mu się wreszcie namówić "sąsiadów" z Czech do kupna wielkiego wału do maszyny papierniczej, które wyrabiała firma w której pracował.
- Super!!! - Odpowiedział ojcu churalny wrzask. Zaraz po kolacji dwoje najmłodszych wymknęło się szybko z kuchni unikając tym samym zmywania naczyń, po czym znikło w swoim pokoju. Nie był on szczególnie wielki, mieściły się w nim jednak dwa łóżka, biórka z szufladami, dwie szafy, wieża stereo, oraz parę innych niewielkich sprzętów, typu krzesła. Po środku zostawało akurat tyle miejsca, żeby dwie osoby mogły robić niektóre ćwiszenia. Przez środek pokoju przechodziła przesuwana zasłona. Miejsca zapewne było by choć trochę więcej, gdyby nie awersja bliźniąt do sprzątania, z powodu której w pokoju panowało ogólne pandamonium, ustępujące poprawie tylko wtedy, kiedy Lila wpadała do pokoju (dziwnie przypominając przy tym wampira z wścieklizną), użądzała awantórę przypominającą armagedon i kazała im robić porządek (Co na ogół kończyło się wrzuceniem do szaf wszystkiego, co akórat było pod ręką i dało się zobaczyć. A jeżeli było później potrzebne, to dziwnym trafem nie można było tego znaleźć... Gorzej było, jeżeli ktoś zajżał później do środka... I "zawartość" się na niego wysypywała...). Claw chwycił hantle, zaś jego bliźniacza siostra usiadła na łóżku i zaczęła czytać po raz drugi "Trzech muszkieterów"...

* * *

Cztery godziny później:
- Jakim prawem pali się tu jeszcze światło?! - Natarła na bliźnięta najstarsza siostra, osiemnastoletnia Lila. - Jest już po dwunastej!
"Piekielna dwójka upiorów" poderwała się gwałtownie, czego zaraz pożałowała, bo Claw omal nie upścił hanla z wrażenia, Clawi natomiast z impetem wyrżnęła łokciem w szfkę nocną.
- Wynoś się. - Warknęła z wściekłością szafirowo-oka rozcierając obolały łokieć.
- Wakacje, nie wakacije, nie będziecie tago rano odsypiać! Dopilnuję tego! - Syczała złowrużbnie pierworodna.
- Przepraszamy... My już więcej nie będziemy... No bo nie patrzyliśmy na zegarek... - Prosili pokornie o przebaczenie Piekielni wybierając opcję "małe, przestraszone i bezbronne dzieci". Jak zwykle zadziałało to najlepiej i wkrótce siostra zgasiła im światło i udała się do swojego pokoju. Szczęśliwie obyło się bez większych chałasów, które mogły by tu zwabić Artura i Adriana. Ten drugi niestanowił na ogół większego zagrożenia, jego brat bliźniak (Ale zabliźniaczona rodzina, nie ma co... Trzy pary bliźniąt to już jest dosyć sporo...) jednakże był lekko "nadopiekunczy", co polegało na tym, że wpadał do pokoju, wyłałczał radio, zabieral książki lub to czym się akurat zajmowali i po krótkiej, ale pożądnejszej awanturze, niż w przypadku Lilki, gasił światło. Wkrótce bliźnięta nie wytrzymały i wyszły z łóżek żeby popatrzyć na księżyc w pełni, którego blask wpadający przez odsłonięte okno kusił ich bardzo. Kochali księżyc. Po chwili odazwała się cichutko Clawi.
- No, mieliśmy wielkie szczęście. Głupio by było, gdyby tan gość o imieniu Artur, o którym mowią, że jast naszym starszym bratem, tutaj wpadł.
- Oj tak... - Odparł chłopiec szeptem. - To by DOPIERO było piekło.
- Musimy bardziej uważać. Dobra...
- ...noc.
Wreszcie bliźnięta napatrzyły się księżycowi i poczuły, że są coraz bardziej zmęczone więc niedosłyszalnie wśliznęły się do łóżek. I wyjątkowo udało im się zasnąć.

Komentuj(1)


godz: 14:50 data: 2008.09.13
Początek.

Heja!!!
Tadaaaa! I mamy pierwszą prawdziwą notkę na tym blogu!!! Szkoda, że na razie nie mogę tu umieścić rysunków, które narysowałam w orginale... Ale i tak bedzie fajnie. No to konczę już ten nudny wykład i zapraszam do czytania:)



- Fajnie. Ten dom jest podobno ogromny. - Stwierdziła trzynastoletnia Clawi, mieszkanka Jeleniej Góry, niewielkiej miajscowości u stóp Karkonoszy.
- W dechę. Podobno są tam też doskonałe tereny jeździeckie.- Kontynuował myśl Claw, jej brat bliźniak. - A tato mówił, że tam jest taki wielki dąb, prawie pomnik przyrody. Chciełbym na niego wejść.
- No... Ale musi być z niego widok! Mogli byćmy zrobić sobie na nim bazę...- Mówiła marząco dziewczyna.- Oczywiście, jeżeli okaże się dostępny. Bo może nie mieć możliwości do wspinanie. Przykładowo może mieć gładki pień i zero gałezi na dobrej wysokości... A w ogóle, to on jest okropnie stary...
- Dąb? - Przerwał jej brat.
- On też, ale miałam na myśli ten dom, w którym będziemy mieszkać. - Odparła obudziwszy się z zamyślenia.
- Faktycznie. Tam są też podobno takie wieżyczki... Jak myślisz, gdzie będzie nasz pokój?
- Nie wiem jeszcze, ale tatuś powiedział, że będziemy mogli sobie wybrać którykolwiek, byleby nie była to łazienka lub kuchnia. A właściwie to nie jest dom tylko pseudo - pałac.
- Dlaczego pseudo?
- A widziałeś kiedyś pałac z takimi murami? I tymi armatami? Nawet na zdjęciach widać że to nie jest zwykły pałacyk. Będzie super, tylko ja się martwię tym remontem.
- Prawda. Mogę się założyć, że z tym to będą największe problemy. Już sam fakt, że to zabytek...
- A tam jest jeszcze park.
- Co? A... Też prawda. Tak mi przyszło do głowy, że może będziemy mogli mieć psa... Miałby dużo miejsca.
- Haaaeeha!
- Co jest? - Zaniepokoił się chłopiec, bo dźwięk wydany przez jego siostrę należał do osobliwszych.
- A to, że jak wszyscy się tu sprowadzają, to będzie można zwalić wszystko na Rafała! Że to niby on chciał psa, jakby nam nie pozwolili!
- Ty wiesz, że to świetny pomysł!
Rafał, jeden z ich kuzynów, już prawie dorosły, też lubił zwierzęta i z pewnością dałby sie namówić na sojusz... Teraz obojgu z zachwytu nad swoim geniuszem płonęły już identyczne ciemnoszafirowe oczy o z niezwykłymi pionowymi źrenicami. Tę dwujkę "potworów" ledwie można było odróżnić, ponieważ oboje byli dość wysocy jak na trzynaście lat, mieli mniej więcej tej samej długości proste, ciemnobrązowe włosy, na ogół związane w kucyk. W dodatku ubierali się bardzo podobnie. Rodzeństwo wracało właśnie z zakupów do mieszkania w domu dwurodzinnym przy ul. Heweliusza. W ogródku przywitał się z nimi ich kot, Borys. Dał się trochę pogłaskać, po czym głośnym miauczeniem oznajmił, że życzy sobie wejść do domu. Claw podciągnął się parę razy na trzepaku, po czym weszli do budynku.

***

Komentuj(5)


godz: 15:28 data: 2008.09.12
Zapowiedź

Uroczyście ogłaszam, że ten blog będzie zwariowany! W końcu muszę się gdzieś wyładować... No a Aylo-do-trefnet i Opowieści ze śródziemia są odrobinę za porządne do tego... Na pierwszy ogień pójdą rąbnięta bliźniaki. A później... Zobaczy się.

Komentuj(1)


godz: 20:02 data: 2008.05.20
Próby, próby...

Próba noci^ ^

Komentuj(2)



Skonfiguruj licznik istot przeczytało mą historię

Księga Goœci

Niech żyje destrukcja!!!

~Piekielni~




{dodaj_mnie}

O Mnie

Archiwum


2012
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj

Linki

Czs Soli
Z genialnym Solą w roli bynajmniej nie epizodycznej
Mam kijek!
Skomplikowane jest życie kaczora... Polecamy każdemu, kto ma depresję ^ ^
In my opinion
Być może wkrótce tu dołączymy
Historia Inyi
Kraina Boga Słońce
Kryptonim: Krokodyl!
Jeden z najbardziej fascynujących blogów naszej generacji ^ ^
Lord Voldemort - Historia prawdziwa
Poznajmy mhroczną prawdę!
Imię - Krew - Przysięga
Kto chce poznać Dagoberta?
Zanim zgasną gwiazdy...
Nowa oprawa starego klejnotu
Wyklęci przez Śmierciożerców
Czy odwazysz się wejść do gabinetu lady Ashwood?
Och, Sev!
Severus alternatywny
Żona dla Śmierciojada.
Szpieg i Współczulna.
Sny Lilith
Opowiadanka z Cihej Hali klawiatórki niejakiej Lianny
Kaczkogród
I to też
Niezapominajka-lily
Bliźniaczki w Nowym Jorku^_^ To mojej duuużej siostrzyczki!
Iras
Bliznięta w Śródziemiu! Blog rownież mojego autorstwa.
Aylo - Do - Trefnet
A to moja baza główna^ ^
Aniołki
Anioły są wśród nas... Może chcesz, żeby jeden trafił do Ciebie?


Przyjaciele

Made by Joyce forMagic Lays
DON'T COPY
Ulubieni

{ulubieni}